Rozdział 1
Był ciepły poranek, Alice stała oparta o ścianę szkolnego korytarza. Pomarańczowo białe kolory były przytłaczające.Czuła zapach płynu do mycia podłóg. Patrzyła na tablice korkową na której wywieszone były rysunki dzieci.Było jej dziwnie zimno. Podeszła do okna i rozejrzała się po mieście, brukowane ulice odbijały światło słoneczne a domy w kolorach brązowych i bordowych dodawały uroku całemu miastu. Wydawało się spokojne, ale Alice wiedziała że to tylko pozory. Wszystkich w mieście przed mutantami broni bariera która ciągle jest wystawiana na próbę.Spojrzała na mieniącą się barierę osłaniała całe miasto niczym kopuła. Jej odbicie w oknie uświadomiło ją że musi poprawić swoje rude kręcone włosy, postanowiła rozwiązać je i zostawić samym sobie. Usłyszała głos przyjaciółki na auli uśmiechnęła się mimowolnie potem westchnęła przypominając sobie że to już 75 lat Feniksa.Dziwne uczucie w sercu Alice sprawiło że wolałaby zapaść się pod ziemię niż wychodzić na scenę i opowiadać po raz setny historię swoich narodzin.
-A teraz na scenę zapraszamy Feniks! -dźwięcznie zawołała dziewczyna
Alice podeszła do drzwi wzięła głęboki oddech i weszła.
Tłum dzieci i ich rodziców przytłoczyły dziewczynę, obserwowali każdy jej ruch. Dzieci były podekscytowane wiele z nich wstało żeby lepiej widzieć Feniks. Do rudowłosej podeszła jej przyjaciółka czarne długie włosy wplątały się w mikrofon a szare oczy uśmiechały się do niej.-Tylko pamiętaj bez szczegółów- szepnęła do niej
-Postaram się - puściła do niej oczko
Złapała mikrofon i uśmiechnęła szeroko patrząc na tłum .
-Witajcie jak już zdążyliście się dowiedzieć mam moce mogę zamieniać się w ptaka i władam mocą ognia- przerzuciła mikrofon z ręki do ręki - Abby pewnie opowiedziała wam historię jak stworzyła barierę dzięki swoim mocą więc podziękujmy jej brawami dzięki niej jesteśmy bezpieczni.
Wszyscy zaczęli bić brawa i patrzeć na zarumienioną brunetkę. Alice się uśmiechnęła wiedziała że to sprawiło przyjemność Abby w końcu traktowała ją jak siostrę.
-Urodziłam się w tysiąc dziewięćset czterdziestym piątym roku, moja moc w pewnym momencie zatrzymała proces starzenia więc za trzydzieści lat wy będziecie mieli zmarszczki a ja będę wyglądać dalej jak dwudziestolatka -zaśmiała się-
Może zacznę od początku, mój ojciec dr. Eugene Winter kiedyś chciał udowodnić że radioaktywne cząsteczki jodu i plutonu spowodują ewolucje w DNA człowieka.Pierwszą dawkę wypróbował na sobie dzięki temu żyje do dziś i jest naszym burmistrzem. Postanowił iść o krok dalej i zaproponował ludziom przyjęcie dawki plutonu z pośród wielu ochotników była też moja matka. Byłam wtedy w jej brzuchu moje DNA zmutowało i w taki sposób mam moce feniks. Dr. Eugene wysłał wyniki eksperymentu do światowej organizacji praw ludzkich tam postanowili że rozpylą radioaktywne cząsteczki nad całym światem. Nikt oczywiście nie zdawał sobie sprawy z tego że ludzie zaczną mutować do takiego stopnia że będą potworami
Alice czuła na sobie palące spojrzenie Abby, postanowiła szybko zmienić temat.
-Na szczęście jesteśmy bezpieczni dzięki Abby i generałowi Setowi który wysyła żołnierzy na misje ratunkowe i oczywiście żołnierze eliminują wrogów i nie nie będę wam opowiadać o tym-Spojrzała na dziecko z podniesioną ręką.
-Opowie Pani więcej o potworach-krzyknęło dziecko z tłumu
-Mam zakaz opowiadania wam o potworach-spuściła wzrok i zaczęła myśleć-ale mogę wam coś pokazać
Odłożyła mikrofon i podeszła do kotar które oddzielały scenę od zaplecza. Podbiegła do niej Abby i złapała za ramię
-Jeżeli się przemienisz będziesz naga- była wystraszona
-Zrobię jedno okrążenie potem odsłoń kotarę na pewno mają tam jakieś teatralne stroje -Alice próbowała ją uspokoić
Odłożyła mikrofon i podeszła do kotar które oddzielały scenę od zaplecza. Podbiegła do niej Abby i złapała za ramię
-Jeżeli się przemienisz będziesz naga- była wystraszona
-Zrobię jedno okrążenie potem odsłoń kotarę na pewno mają tam jakieś teatralne stroje -Alice próbowała ją uspokoić.
-A jak nie mają- jeszcze mocniej zacisnęła dłoń
-To będzie problem- zaśmiała się i pobiegła
-skoczyła ze sceny i w momencie pojawił się ogień z którego wyleciał Feniks czerwono złote pióra ptaka świeciły w promieniach słonecznych. Słyszała jak dzieci się zachwycają i klaszczą po chwili zobaczyła jak Abby odciąga jedną część kotary. gdy tylko była z dala od oczu dzieci zmieniła się w człowieka. Cała naga szybko zaczęła szukać czegoś do ubrania. W końcu znalazła mundurek szkolny, założyła białą koszulę i spódnicę z szelkami. Nagle upadł manekin Alice od razu odwróciła się w stronę trzasku.
-Wychodź zboczeńcu !- zmarszczyła gniewnie brwi
Zza wielkiego kufra wyszła dziwna postać ni to pies ni to człowiek. skóra jakby spalona. Chodziło na czterech a z pyska ciekła ślina, patrzyły na nią ludzkie oczy. Szybko sobie uświadomiła że to mutant.
-Alice co ty tam tak długo robisz- Abby pisnęła na widok potwora
-Spokojnie nie ruszaj się, trzeba go zabić - podeszła o krok bliżej do potwora
-Alice tu jest z czterdziestka dzieci jak ty sobie to wyobrażasz- była przerażona traciła kontrolę.
Nim Alice odpowiedziała potwór rzucił się na nią, ona szybko odbiła w bok. Potwór wpadł na ścianę. Dziewczyna szybko wykorzystała moment i zamknęła potwora w kuli ognia. Zaczął wyć i miotać się ale nie miał żadnych szans.
-Wygłusz go!-nie spuszczała z niego oczu
Abby szybko zamknęła ognistą kule w barierze dźwiękoszczelnej. Po chwili z ciała został proch i smród. Obie patrzyły na pozostałości po mutancie w końcu Alice pomasowała skronie i głośno wciągnęła powietrze
-Muszę iść z tym do ojca -westchnęła opuszczając bezwładnie rękę
-Ja pierdole jak on tu trafił-Abby cała się trzęsła odsunęła się na kilka kroków.
-Widocznie wpuścili napromieniowana osobę, będzie trzeba całe miasto zbadać- wiedziała że ojciec się zdenerwuje
Wyszła bez słowa na korytarz myślała jak powiedzieć ojcu że jego nowy wynalazek dał plamę na zewnątrz wzięła głęboki oddech i ruszyła w stronę domu.